|
|
<
|
Marzec 2010 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
7
|
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
14
|
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
21
|
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
28
|
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
|
|
czwartek, 18 marca 2010
Bardzo ważne poziomy cenowe EUR/PLN
Patrząc wstecz na lata 2005, 2006, 2007 oraz 2008 można zauważyć dwa bardzo ważne poziomy cenowe EUR/PLN. Pierwszy ważny poziom to 3,85, do którego już dotarliśmy. Drugi ważny poziom to 3,75.
Ciekawie wygląda porównanie roku 2005 i 2010 (porównanie pierwszego półrocza). Gdyby sytuacja miała się powtórzyć, to poziom 3,85 musiałby być lokalnym dołkiem, po czym rynek musiałby wyskoczyć w górę w kierunku 4,30! Dlatego też warto pamiętać, iż w razie wybicia się w okolice 3,95 nie będzie jeszcze sygnału do zmiany trendu. Ale już przebicie się powyżej 4,02 byłoby zapowiedzią zmiany kierunku trendu na rosnący.


Teraz porównajmy rok 2006 i 2010. Początek 2006 roku to niższe poziomy, bo już poniżej 3,85. Po spadku poniżej 3,85 rynek miał problemy by wrócić powyżej tego poziomu. I aż do końca marca oscylował pomiędzy 3,75 i 3,85. Gdy doszło do wybicia powyżej 3,85 zmienił się średnioterminowy trend na rosnący, a kurs EUR PLN dotarł w okolice 4,15.

Teraz spójrzmy na rok 2007, który w mojej ocenie jest najbardziej podobny do obecnego roku 2010. Tutaj aż do końca marca oscylowaliśmy pomiędzy 3,85 i 3,95. Gdy doszło do wybicia dołem z tej konsolidacji, rynek szybko zszedł w kierunku 3,75 i poziom ten okazał się silnym wsparciem broniącym się prawie rok.

Rok 2008 (a raczej końcówka roku 2007) zaczął się spadkiem poniżej wspomnianego ważnego wsparcia 3,75. a potem juz wiemy co się stało. Rynek zanurkował w okolice 3,55, by po małym odbiciu w górę w kierunku 3,70 ponownie spadać aż do osiągnięcia ceny 3,20.

Widzimy więc, iż poziomy kończące się na 5 są bardzo ważne. Teraz dwa ważne poziomy to 3,85 i 3,95. Zakładam póki co, iż rynek będzie przez jakiś czas konsolidować się w tym przedziale.
A potem? Zobaczymy w ktorą stronę dojdzie do wybicia z takiej konsolidacji. Jesli dołem, to spadamy do 3,75 i dalej może nawet do 3,55. Jeśli zas wybijemy się góra powyżej 3,95, to wtedy trzeba zachować czujność, gdyż po ewentualnym pokonaniu oporu 4,02 pojawiłyby się sygnały do zmiany trendu na rosnący.
poniedziałek, 15 marca 2010
Euro - czy zrówna się z dolarem?
Spekulanci chcą grać na spadek euro. Przykład? Słynna kolacja, przy której Soros i giganci świata finansowego rozmawiali o sposobach osłabienia euro. - Zastanówmy się jaka była ich prawdziwa intencja - mówią Jacek Maliszewski, z Alpha Financial Services i Marek Wołos z Domu Maklerskiego TMS Brokers.
czwartek, 04 lutego 2010
Od prognozowania pieniędzy nie przybywa
Od prognozowania pieniędzy nie przybywa, lecz zwykle ich ubywa ... No chyba, że jest się sprzedawcą takich prognoz.
To moje ulubione powiedzenie. Jednak ostatnimi czasy zacząłem się zastanawiać, czy aby nie zmienić zawodu. I zamiast pomagać przedsiębiorstwom w zarządzaniu ryzykiem, zacząć sprzedawać prognozy. Podobno na sprzedaży prognoz można całkiem nieźle zarobić. A może nawet pójść dalej, i otworzyć od razu gabinet wróżbiarski ...
Natknąłem się niedawno na stronę jednego z naszych konkurentów, którzy stwierdzili (cyt.): "Zarządzanie ryzykiem polega na prognozowaniu kursów walut ...". Czyż to nie oczywiste? Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Od kilku dni na antenie TVN CNBC trwa zażarta dyskusja na temat tego, czy prognoza wyników finansowych na rok 2010 przedstawiona przez Zarząd KGHM zostanie wykonana, czy też nie wykonana? A co za tym idzie, czy prognozy te są wiarygodne, czy też nie wiarygodne? I dalej, czy wobec tego w świetle tych prognoz spółka jest przewartościowana czy tez niedowartościowana?
Swój głos w tej dyskusji zabrali niektórzy zarządzający TFI oraz OFE. Z dyskusji wynikło jedno stwierdzenie. Mianowicie, iż jeśli ceny miedzi na świecie ponownie zaczną rosnąć, to ambitne prognozy Zarządu KGHM mają szansę się zrealizować, co by znaczyło, że akcje tej spółki warto kupować. Jeśli zaś ceny miedzi dalej będą spadać, to prognozy Zarządu nie zostaną zrealizowane i oznaczać to będzie mniejszy zysk przedsiębiorstwa, mniejszą dywidendę, czyli niższe ceny akcji. Z przerażeniem słuchałem tych wszystkich wypowiedzi. Kto jak kto, ale zarządzający inwestycjami powinni w bardziej profesjonalny sposób patrzyć na zaistniały problem.
Owi zarządzający funduszami chyba nie doceniają ludzi pracujących w KGHM i odpowiedzialnych za zarządzanie ryzykiem krasowym. A może wręcz przeciwnie? Znają te osoby i wiedzą, że w KGHM nie zarządza się ryzykiem kursowym, czyli że wynik finansowy osiągnięty w roku 2010 i zaplanowany przez Zarząd jest jedną wielką niewiadomą zależną od szczęścia lub nieszczęścia.
Gdyby KGHM prawidłowo zabezpieczał ryzyko kursowe za pomocą kupionych opcji PUT na cenę miedzi oraz opcji PUT na kurs Złotego do Euro i do Dolara, to plan finansowy przedstawiony przez Zarząd KGHM zostałby wykonany w pełni z szansą na jego wykonanie z nadwyżką, lecz nigdy poniżej tego planu.
Ciekawy jestem, jak to wszystko się potoczy dalej. Póki co zakładam, iż zarządzający ryzykiem w KGHM podchodzą do sprawy w sposób profesjonalny i ewentualne załamanie cen miedzi, czy też gwałtowne umocnienie Złotego nie przełoży się na wynik finansowy, który miałby być gorszy od przyjętego przez Zarząd planu finansowego na rok 2010. Zakładam też, iż w podobny sposób postępują inne firmy, których biznes narażony jest na ryzyko kursowe. Być może jednak jestem naiwny ...
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Złoty może znowu pokazać swoją siłę
Proszę zwrócić uwagę na wykres świec kwartalnych (okres kilkudziesięciu lat), który publikuję w każdym raporcie tygodniowym od ponad roku. Widzimy podobieństwo z roku 1992, kiedy to pierwszy kwartał roku był kwartałem korekcyjnego spadku kursu Euro-Dolar.
Na wykresie tym brakuje nam obecnie trzeciej silnej fali wzrostowej w kierunku 1,60-1,65. Ale póki co trwa fala C, o której napisałem poniżej i trzeba cierpliwie poczekać na jej dokończenie.

Tym razem przedstawiam Państwu luźne przemyślenia na temat tego co się obecnie dzieje na rynkach walutowych oraz tego co może się stać w najbliższej przyszłości. Proszę potraktować niniejsze treści jako uzupełnienie do ostatniego raportu tygodniowego.
Zacznijmy od najważniejszej pary walutowej Euro-Dolar.

Na załączonym wykresie zaznaczyłem kolejne fale wzrostowe i spadkowe według metodologii opracowanej przez Elliota. Fale Elliota sprawdzając się w długim horyzoncie czasu. Niekoniecznie zaś oddają prawdę dla krótszych okresów czasu.
Poprzedni silny cykl wzrostu odbywał się w ramach klasycznej 5-tki wzrostowej złożonej z trzech podfal wzrostowych 1,3 i 5-wydłużona oraz dwóch fal spadkowych 2 oraz 4.
Według tej teorii po takim cyklu pięciu fal powinna przyjść duża korekta zbudowana z trzech fal A - pierwsza spadkowa, B - wzrostowa i C - druga spadkowa kończąca cały cykl.
Po zakończeniu obecnie trwającej fali C powinna przyjść nowa duża fala złożona z pięciu fal 1-2-3-4-5
Pozostaje więc zastanowić się na jakim poziomie powinna zakończyć się obecna fala C. Różnie można to wyznaczać. W mojej ocenie spadki powinny się zakończyć gdzieś w przedziale 1,38-1,40. Ale całkiem możliwe, że dno już zobaczyliśmy dziś w nocy na wysokości 1,4070.
Jakie to może mieć przełożenie na Złotego?
Jak wiemy zwykle spadek Euro-Dolara przekłada się na osłabienie naszej waluty krajowej. Zaś wzrost Euro-Dolara wywołuje umocnienie Złotego.
Warto zwrócić uwagę, na relatywną siłę Złotego w tym kontekście. Silny spadek Eur/Usd wywołał zaledwie 6 groszowe osłabienie Złotego do Euro.
Dlatego też po zakończeniu okresu umacniania Dolara na świecie (czyli zakończenia fali C na Euro-Dolarze), Złoty powinien znowu pokazać swoją siłę.
środa, 20 stycznia 2010
Arcyciekawa sytuacja na rynku złotego
Arcyciekawie rozwija się sytuacja na rynku Złotego. Konsolidacja w zakresie 3,35-3,65 na Koszyku trwa już prawie pół roku. Jeśli przyjąć założenie, iż w tym czasie duzi uczestnicy rynku akumulowali polską walutę kupując Złotego i sprzedając waluty zagraniczne (sprzedającymi Złotego i kupującymi walutę zaś byli mali uczestnicy rynku), to po zakończeniu okresu takiej konsolidacji można oczekiwać bardzo silnej fali spadku kursu Euro-Złoty, Dolar-Złoty oraz całego Koszyka walutowego. Na poniższych wykresach zaznaczyłem podobieństwa kilku konsolidacji jakie miały miejsce w ostatnich latach.
 Warto zwrócić uwagę z jakiej strony napływają zlecenia sprzedaży walut, a z jakiej strony pojawiają się zlecenia kupna. Wszystkie sygnały wskazują wyraźnie, iż sprzedającymi waluty zagraniczne są głównie zagraniczne banki, zaś popyt na walutę zagraniczną zgłaszają banki polskie. Być może polskie banki kupują walutę pod zlecenia ich klientów (eksporterzy odkupują walutę wcześniej sprzedaną na termin, importerzy kupują walutę w dużych ilościach poprzez transakcje forward, spora grupa polskich inwestorów gra na osłabienie Złotego za pośrednictwem polskich banków). Ale możliwe jest też, że polskie banki przeważają długą pozycję walutowa w swych bilansach, będąc przeświadczonymi, iż Złoty jest skazany na osłabienie. Moja perspektyw dla Złotego jest dokładnie przeciwna i zgodna z ocenami zagranicznych inwestorów, którzy widzą spory potencjał na umocnienie Złotego. W tym tygodniu poznamy informacje na temat dynamiki grudniowej produkcji przemysłowej w Polsce w porównaniu do grudnia 2008. Jako, że w grudniu 2008 poziom produkcji był katastrofalnie niski, mnożna się spodziewać dwucyfrowej dodatniej dynami grudzień do grudnia. To może dać kolejny impuls na umocnienie Złotego, wręcz euforyczną reakcję tłumu. Kolejną ważna informacją jest wynik przetargu sprzedaży obligacji dwuletnich, jakie zaoferowało w środę Ministerstwo Finansów. Popyt na te obligacje był ponad 3-krotnie wyższy niż podaż ze strony MF i wyniósł ponad 16 miliardów Złotych. To rekordowy popyt w historii polskiego rynku obligacji. Kolejne ważne spostrzeżenie. Kupującymi te obligacje (zarówno na przetargach jak tez potem na rynku wtórnym) są głównie banki zagraniczne. Polskie banki sprzedają obligacje. Ale co ciekawe robią to dlatego, iż zmieniają strukturę swoich aktywów w bilansie. Banki zdecydowały zwiększyć akcję kredytową dla przedsiębiorstw. A to oznacza konieczność zmniejszenia udziału bezpiecznych papierów w ich portfelach. Ze sprzedaniem tych obligacji po dobrych cenach nie ma problemu, gdyż zagraniczne banki bardzo chętnie kupują każdą ilość obligacji wystawionych na sprzedaż przez banki polskie. I jeszcze jedna ważna informacja. Właśnie poznaliśmy bilans płatniczy Polski za listopad. Pierwsze wrażanie po przestudiowaniu tych danych NBP mogło być nieciekawe. Deficyt płatniczy wyniósł bowiem prawie 1,3 mln EUR. Ale po dokładniejszym studiowaniu zaprezentowanych przez NBP danych obraz zaczął się jawić w różowych kolorach. Po pierwsze bowiem mocno zrewidowano na korzyść eksportu dane za październik (błąd obliczenia w październikowych danych?). Po drugie w listopadzie pojawiła się jednorazowa duża transakcja wypłaty dywidendy przez PZU na rzecz EUREKO. Jak wiemy była to dywidenda skumulowana z wielu lat oraz dodatkowa rekompensata wypłacona ze strony Rządu na rzecz EUREKO. Gdyby odjąć tę jednorazową dużą transakcję transferu waluty poza granice Polski, to bilans płatniczy mógłby okazać się dodatni. I to chyba właśnie to spostrzeżenie spowodowało nagły zapał zagranicznych inwestorów do jeszcze śmielszego kupowania Złotego. W efekcie tego kurs Euro-Złoty zbliżył się do poziomu 4,00 i teraz zacznie się robić nerwowo na rynku. Z jednej strony mamy bowiem sporą grupę eksporterów, którzy nie posiadają żadnego ubezpieczenia na wypadek umacniania się Złotego. Ta grupa eksporterów przetrzymuje od kilku miesięcy walutę na rachunkach dewizowych i mogą spanikować (czyli w popłochu sprzedać) wszystkie posiadane waluty w chwili gdy kurs Euro na trwałe spadnie poniżej 4,00. Z drugiej zaś strony mamy równie spora grupę importerów, którzy aż palą się do tego, by po cenach z okolic 4,00 kupić walutę nawet na cały rok naprzód by w ten sposób zabezpieczyć przyszłe faktury. No i mamy jeszcze grupę eksporterów, którzy spekulacyjnie kupują walutę. Tak tak, to nie pomyłka. Skoro żal było sprzedać walutę z eksportu po cenach 4,10-4,20, to teraz tym bardziej trudno jest podjąć decyzję o sprzedaży waluty. Wtedy to do głowy przychodzą pomysły, by walutę kupić, bo przecież taka tania! Dlatego też z uwagą należy obserwować zachowanie rynku. Jeśli pomimo dużych zleceń kupna waluty ze strony naszych krajowych uczestników rynku, kurs Euro zdoła przebić się poniżej poziomu 4,00, znaczyć to będzie iż zagraniczni inwestorzy są mocno zdeterminowani by kupować polskie akcje, obligacje oraz nieruchomości, a ich zlecenia kupna Złotego są wielokrotnie większe niż zlecenia kupna waluty ze strony polskich podmiotów. Robi się więc arcyciekawie. Póki co zakładam, iż do czwartku kurs Euro raczej nie spadnie poniżej 4,00 i do takiego przełamania wsparcia dojdzie dopiero w czwartek po publikacji danych o produkcji przemysłowej w Polsce.
środa, 09 grudnia 2009
Spodziewam sie efektu grudnia, ale uwaga na Grecję
Sprawa Grecji jest już wszystkim znana. To trzeci przypadek w ostatnim miesiącu wywołujący gwałtowną korektę na wszystkich rynkach finansowych. Wcześniej mieliśmy sprawę Ukrainy oraz Dubaju.
Sprawa Grecji jest jednak znacznie poważniejsza. Spróbuję przedstawić mój punkt widzenia na tę sprawę.
Istnieją obawy, iż rząd Grecji może nie sprzedać obligacji na kolejnych przetargach. Inwestorzy mogą nie złożyć ofert kupna. Gdyby tak sie stało, Grecja miałaby problemy z rolowaniem swojego długu i bieżąca obsługą spłaty kapitału z zapadających obligacji. Tak wiec trzeba pilnować wyników kolejnych przetargów na tamtejszym rynku obligacji.
Teraz pytanie jak zachowają się najwięksi wierzyciele (czyli fundusze emerytalne, inwestycyjne oraz banki). Zapewne wczoraj całą noc trwały zwołane w trybie nadzwyczajnym komitety inwestycyjne w instytucjach finansowych.
Jakie decyzje mogły zapaść? Bardzo różne. W zależności od instytucji. Jeśli wierzyciele uznali, iż dalsze pożyczanie Europie jest zbyt ryzykowne, zaczną sprzedawać najpierw lokalne papiery wartościowe i waluty tych krajów, potem zacznie się sprzedaż Euro i przesunięcie kapitałów do innego regionu świata - na przykład na Daleki Wschód i do Ameryki Południowej. Wtedy Złoty osłabi się w ślad za osłabieniem Euro do Dolara.
Ale mogą też zapaść inne decyzje. Mianowicie, komitety inwestycyjne mogą uznać, że nie ma alternatywy wobec inwestycji w Europie, że w innych częściach naszego globu jest równie ryzykownie. Wtedy podjęte zostałyby decyzje jedynie o przesunięciu kapitału z jednej części Europy (na przykład z południa Europy czyli z Grecji, Włoch, Hiszpanii) do innej części Europy - na przykład do Europy Środkowej.
Gdyby zapadły właśnie takie decyzje, wtedy o dziwo Złoty dostałby dodatkowego dopalacza na umocnienie. Kapitał inwestycyjny przepłynąłby bowiem z Grecji do Polski przynajmniej w jakiejś części.
Dlatego trzeba uważnie obserwować zachowanie się inwestorów startujących w przetargach obligacji oferowanych przez nasze ministerstwo finansów. Jeśli w najbliższych tygodniach popyt na nasze papiery znacząco wzrośnie (mierzony stosunkiem nominału ofert zakupu do nominału podaży ze strony MF), będzie to zwiastunek umocnienia Złotego.
Pamiętajmy, iż tego typu decyzje zapadają szybko (w komitetach inwestycyjnych), lecz wykonawstwo przyjętego planu odbywa się bardzo powoli. To nie są fundusze hedgingowe które w dwa dni wprowadzają w czyn swoje decyzje. Tutaj jest większa siła bezwładności z racji większych kapitałów inwestycyjnych. Dlatego też z diagnozą trzeba poczekać do przełomu roku.
Na razie nie zmienia to mojego nastawienia co do końcówki roku. Spodziewam sie tradycyjnego efektu grudnia - czyli umocnienia Złotego przed Świętami. Tyle tylko, iż sprawa Grecji może złagodzić nieco ten efekt.
środa, 02 grudnia 2009
Pora na dokończenie urwanej nagle fali wzrostowej
Tydzień temu w raporcie tygodniowym wspomniałem, iż: „Nie wykluczona jest konsolidacja kursu EUR/USD w zakresie 1,46-1,50. Lecz raczej mało prawdopodobne jest, abyśmy zeszli aż tak nisko. Dlatego też spodziewam się, iż każda „cofka” w kierunku 1,48 będzie wykorzystywana przez dużych uczestników rynku do wyprzedaży Dolara.”. I jak wiemy, tak właśnie się działo.
Dodałem wtedy jeszcze, iż: „Gdyby doszło do wyjścia górą z konsolidacji (1,4600-1,5060 przyp. JM), to ruch powinien dotrzeć aż w okolice 1,5200”. Być może dotarlibyśmy do zakładanego przeze mnie poziomu, gdyby nie pojawienie się informacji na temat kłopotów jednego z arabskich emiratów- Dubaju. Plotki na ten temat krążyły już kilka dni wcześniej - stąd ten zjazd z poziomu 1,5140 aż w okolice 1,4800. I tam też zadziałało wspominane przeze mnie silne wsparcie. Gdy do inwestorów dotarło, że Arabowie nie pozwolą, aby któryś z „braci” miał upaść i że staną murem w obronie, atmosfera nagle się poprawiła. Teraz więc pora na dokończenie urwanej nagle fali wzrostowej. Ruch w kierunku 1,52, a nawet 1,53 nie powinien więc nikogo zdziwić.
Po raz kolejny chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na postępujący proces dywersyfikacji portfela kredytów służących do carry-trade. Jak wiemy od kilkunastu lat cały niemal świat używał do tego celu yena japońskiego z uwagi na najniższy koszt finansowania. Nie było specjalnie wyboru, gdyż inne płynne waluty miały znacznie wyższe oprocentowanie.
Teraz sprawa uległa zmianie. Druga płynna waluta jaką jest Dolar ma równie niskie stopy procentowe i najprawdopodobniej przez kilka lat stan taki się utrzyma. Dlatego też ze względów bezpieczeństwa i zasad dywersyfikacji ryzyka, fundusze hedgingowe spłacają część pożyczek w Yenach refinansując się pożyczkami dolarowymi. To sprawia, iż Yen umacnia się do Dolara, ale też jednocześnie obydwie waluty tracą na wartości względem pozostałych walut o wyższej stopie procentowej. Proces carry-trade rozwija na się w najlepsze i tym razem jest to proces oparty na Dolarze. Bardzo niebezpieczna sprawa … ale dopóki nikt z wielkich nie zacznie realizować zysków, proces taki może trwać i trwać.
Uwzględniając wszystkie czynniki, o których wspominam w raportach tygodniowych skłaniam się ku tezie, iż ruch w kierunku 1,60 nadal wydaje mi się najbardziej prawdopodobny na przestrzeni najbliższych kilku miesięcy. Sądzę, iż wkrótce zobaczymy dwa apogea tego zjawiska. Pierwsze apogeum na przełomie roku 2009/2010. Potem dość spora korekta spadkowa. Lecz po jej zakończeniu kolejny ruch w górę, tym razem mający znamiona euforii jednych i paniki drugich (panika ze strony posiadaczy Dolarów, euforia ze strony tych, którzy sprzedają Dolara kupując w to miejsce inne aktywa).
Polska
Dwa tygodnie temu wybiliśmy się dołem z wielomiesięcznej konsolidacji 3,45-3,63 na Koszyku. Jednak zaraz po tym wydarzeniu na rynku pojawiły się plotki, iż Ukraina ogłosi moratorium na spłatę zadłużenie zagranicznego (czyli de facto bankructwo tego kraju). W kolejnym tygodniu zaś podobne informacje napłynęły z jednego z emiratów arabskich Dubaju. Uczestnicy rynku w panice zaczęli więc realizować swoje zyski sprzedając nie tylko Złotego, ale również inne waluty naszego regionu.
Po weekendzie okazało się, że mało prawdopodobne jest, aby kraje arabskie nie stanęły solidarnie w obronie Dubaju. Nie sądzę, aby kraje arabskie zaryzykowały utratę swojej wiarygodności. Kraje te śpią na stercie Dolarów i jeśli trzeba by było ich kiedyś użyć, to z pewnością w takich sytuacjach jak ta obecna. Panika szybko minęła i wróciliśmy do scenariusza realizowanego równo dwa lata temu.
Powtórzę raz jeszcze, iż obecny obraz sytuacji jest do złudzenia podobny do sytuacji z jesieni 2007 roku. Wtedy tak samo jak teraz po wyjściu dołem z konsolidacji rynek przez dwa tygodnie próbował wrócić w górę do konsolidacji, lecz za każdym razem na drodze stawały duże zlecenia sprzedaży walut postawione przez bardziej odpornych uczestników rynku.
Co było potem – wszyscy pamiętamy. Po spadku kursu Euro poniżej 3,75 sprawy potoczyły się bardzo szybko i parę tygodni później znaleźliśmy się na wysokości 3,56. Styczeń i luty przyniósł małą korektę wzrostową, by od wiosny aż do późnego lata rozpocząć silną falę umacniania Złotego zakończoną na poziomie 3,20.
Teraz odpowiednikiem poziomu 3,75 na Euro-Złotym jest poziom 4,06. Dlatego też raczej nie grozi nam spadek aż w okolice 3,20. Ale okolice 3,50 jak najbardziej są możliwe do osiągnięcia latem przyszłego roku.
piątek, 27 listopada 2009
Historia z życia wzięta
Korzystając z faktu, iż dziś mam wenę twórczą postanowiłem opisać pewną historię z życia wziętą. Zdarzenie to rozgrywało się od lutego 2009 do października 2009.
Tajemnica brokera nie pozwala mi zdradzić nazwy firmy, która dotknęła złośliwość losu.
Ale do rzeczy. W lutym 2009 roku bank zamknął firmie wszystkie opcje CALL niemal w samym szczycie notowań. Firma poniosła na tym stratę wysokości 4 milionów Złotych. Wtedy to firma ta skontaktowała się z nami i poprosiła o pomoc. Przestudiowaliśmy wraz z zaprzyjaźnioną kancelarią prawną cała historię tej sprawy i uznaliśmy, iż bank postępował bardzo nieuczciwie. Zasugerowaliśmy, by złożyć sprawę do sądu o odszkodowanie jako straszak, co powinno skłonić bank do chęci spotkania i do ugody zadowalającej każdą ze stron.
Firma złożyła więc pozew do sądu o odszkodowanie z uwagi na rażące błędy popełnione przez bank w okresie poprzedzającym zawarcie transakcji (lipiec 2008 roku) oraz tuż przed zamknięciem pozycji przez bank w lutym 2009.
Ostatecznie sprawa zakończyła się połowicznym sukcesem, gdyż w drodze negocjacji doszło do porozumienia. Bank obniżył firmie wartość straty o połowę, czyli niejako oddał z powrotem 2 miliony Złotych. Do ugody doszło na początku listopada.
Wydawać by się mogło, że firma powinna być zadowolona. Niestety tak nie jest. W marcu 2009 roku (czyli tuż po zamknięciu przez bank transakcji) Rada Nadzorcza firmy podjęła uchwałę zakazująca Zarządowi zawierania transakcji terminowych jakiegokolwiek typu. Firma nie mogła więc zabezpieczać wystawionych faktur ani za pomocą kontraktów forward ani też za pomocą kupowanych opcji PUT.
Od marca do listopada kurs Euro spadł jak wiemy o ponad 80 groszy. W tym czasie firma sprzedała na eksport wyrobów o wartości 10 milionów Euro notując straty na różnicach kursowych w wysokości prawie 5 milionów Złotych. Tak duża strata związana była z długimi terminami płatności za wystawione faktury (długi termin kredytu kupieckiego udzielanego zagranicznym odbiorcom).
Oczywiście zakaz nieubezpieczania ryzyka kursowego nałożony przez Radę Nadzorczą na Zarząd firmy był wielkim błędem. Na skutek braku WŁAŚCIWEGO ubezpieczania się (na przykład za pomocą kupowanych opcji PUT) firma straciła więcej niż kwota jaką udało się odzyskać od banku na drodze wielomiesięcznych negocjacji, wielu spotkań, wielu pism.
Ba! Strata powstała na skutek braku ubezpieczania bieżącego ryzyka okazała się wyższa niż wcześniejsze całkowite straty poniesione na BŁĘDNIE wystawionych opcjach CALL.
Dlaczego o tym napisałem? Ku przestrodze! Należy bowiem pamiętać, iż niezależnie od tego, czy firma toczy spór z bankiem, czy też nie, cały czas powinna pamiętać, by ubezpieczać bieżące kontrakty handlowe przed ryzykiem.
Porównam to do innego przykładu. Wyobraźmy sobie, iż mamy dom, który ubezpieczyliśmy przed nieszczęśliwymi wypadkami. Zrządzenie losu i piorun trafia w dach niszcząc górne piętro niemal doszczętnie. Ubezpieczyciel próbuje wykręcić się od wypłaty odszkodowania tłomacząc, że piorunochrony zostały źle zamontowane.
Sprawa trafia do sądu. My w tym czasie kupujemy nowy dom i stwierdzamy, iż do czasu wygrani sprawy przeciwko ubezpieczycielowi i odzyskania należnego odszkodowania, nie będziemy ubezpieczać nowego domu!
Wreszcie po jakimś czasie dochodzi do ugody u ubezpieczyciel wypłaca nam niemal całe należne nam odszkodowanie.
Pech jednak nadal nas prześladuje ... w czasie podpisywania ugody dochodzi do zwarcia instalacji elektrycznej i cały dom ulega spaleniu ...
Jeszcze raz zachęcam wszystkich, by niezależnie od toczących się negocjacji z bankami, procesów sądowych, itp., ubezpieczali się przed ryzykiem. Można przecież ubezpieczyć się w sposób prosty. Bez konieczności dokładania elementów spekulacyjnych. Ubezpieczanie się nie było powodem wielkich strat jakie ponieśli eksporterzy na skutek transakcji opcyjnych.
Powodem wielkich strat było spekulacyjne zawieranie transakcji, które niewiele miały wspólnego z ubezpieczaniem.
czwartek, 12 listopada 2009
Będzie 2:0 dla zagranicy
Wczorajszy dzień był o tyle ciekawy, iż na rynku Złotego nieobecni byli krajowi uczestnicy gry. Pod nieobecność polskich instytucji finansowych oraz braku zleceń od ich klientów, Złoty wyraźnie się umocnił.
Mamy więc odpowiedź na pytanie, kto gra na umocnienie naszej waluty, a kto gra przeciwko naszej walucie.
Okazuje się, iż podobnie jak to miało miejsce w roku 2007, zagranica gra na umocnienie Złotego, zaś polskie banki i ich klienci grają na osłabienie Złotego.
Pojawia się pytanie - kto ma racje i kto zwycięży w tej potyczce?
Dwa lata temu zwycięsko z takiej samej gry wyszli zagraniczni uczestnicy rynku. Może w tym roku dla równowagi miałoby być na odwrót?
Moje zdanie jest takie, iż po zakończeniu tego roku będzie 2:0 dla zagranicy.
Teraz polskie banki mając nierównowagę w postaci długich pozycji walutowych będa starały się bronić poziomów ostatniego minimum z okolic 4,07 Euro-Złoty. Będą to robić własnymi siłami oraz przekonując największych klientów, by im w tym pomogli składając zlecenia kupna (importerzy) lub odkupienia (eksporterzy) walut zagranicznych na większą skalę.
Walka zapowiada się więc pasjonująco. To tyle jeśli chodzi o komentarz do spostrzeżeń z wczorajszego dnia.
poniedziałek, 26 października 2009
Jeśli zawierzyć cykliczności to przed nami 2-3 lata wzrostów
Tym razem zacznijmy od porównania dwóch wykresów amerykańskiego indeksu szerokiego rynku (S&P 500). Pierwszy okres to lata 60-70. Drugi okres to lata 90 i bieżące.


Proszę zwrócić uwagę na podobieństwo. W latach ubiegłych hossy i bessy były bardzo dynamiczne i tworzyły tak zwane trójkąty rozszerzające się. Czyli kolejne dołki były coraz niżej położone, ale też kolejne gorki były położone coraz wyżej.
Teraz prawdopodobnie mamy podobną sytuację. Dołek ostatniej bessy był niżej niż dołek bessy poprzedniej (bessa po pęknięciu bańki internetowej).
Jeśli zawierzyć cykliczności i powtarzalności zjawisk, to teraz czekałaby nas hossa przebijająca poprzedni szczyt na indeksie SP 500 (max 1576 pkt) przynajmniej o 10 procent - czyli hossa może potrwać aż do wzrostu w okolice 1730 pkt).
Obydwa okresy były do siebie bardzo podobne również pod innym względem. Wtedy po okresie wpompowywania olbrzymiej ilości gotówki do obiegu przez FED, inflacja wyrwała się spod kontroli, co wywołało w dalszej kolejności wzrost stóp procentowych do dwucyfrowych rozmiarów!! Patrz dodatkowy wykres "bonds":

Istnieją obawy, iż w ciągu najbliższych 2-3 lat inflacja w Stanach Zjednoczonych również może się wyrwać spod kontroli. Ale to daleka perspektywa.
Przekładając to na nasz indeks WIG20 końca hossy należałoby spodziewać się gdzieś w okolicach 4500 pkt (obecnie jesteśmy na poziomie 2400 pkt; w połowie lutego 2009 byliśmy na poziomie 1250 pkt).
I co ciekawe po zakończeniu tej hossy napędzanej pustym wydrukowanym pieniądzem, czekałaby nas jeszcze większa bessa niż ta zakończona pół roku temu!
No dobrze, ale zanim doczekamy się nowej bessy, przynajmniej 2-3 lata wzrostów przed nami.
Spójrzmy teraz na wykres ceny miedzi (wykres kontraktu futures na miedź). Po wybiciu się górą z dwumiesięcznej konsolidacji, czeka nas wzrosty o przynajmniej 10% od ostatniego szczytu licząc.

Ropa. Tutaj wróciliśmy do trendu wzrostowego. Po przebiciu oporu znajdującego się na wysokości 80 Dolarów za baryłkę, czeka nas dalszy ruch w górę w kierunku 100-105 Dolarów za baryłkę. Oczywiście bez liku będzie korekt spadkowych.

Złoto. Realizuje się formacja odwróconej RGR. Zapowiada to dalszy wzrost ceny złota o 20-40 procent.

Na koniec kurs Koszyka. Znajdujemy się w konsolidacji. Dopóki nie wybijemy się dołem lub górą należy zakładać dalszy horyzont cenowy. Ale w razie wyjścia z konsolidacji czekałby nas ruch dynamiczny. Zakładam, iż będzie to wyjście dołem.

Zachęcam również do lektury raportów tygodniowych publikowanych na naszych stronach.
|