|
|
<
|
Listopad 2009 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
|
|
|
|
|
1
|
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
7
|
8
|
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
14
|
15
|
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
21
|
22
|
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
28
|
29
|
|
30
|
|
|
|
|
|
|
|
czwartek, 12 listopada 2009
Będzie 2:0 dla zagranicy
Wczorajszy dzień był o tyle ciekawy, iż na rynku Złotego nieobecni byli krajowi uczestnicy gry. Pod nieobecność polskich instytucji finansowych oraz braku zleceń od ich klientów, Złoty wyraźnie się umocnił.
Mamy więc odpowiedź na pytanie, kto gra na umocnienie naszej waluty, a kto gra przeciwko naszej walucie.
Okazuje się, iż podobnie jak to miało miejsce w roku 2007, zagranica gra na umocnienie Złotego, zaś polskie banki i ich klienci grają na osłabienie Złotego.
Pojawia się pytanie - kto ma racje i kto zwycięży w tej potyczce?
Dwa lata temu zwycięsko z takiej samej gry wyszli zagraniczni uczestnicy rynku. Może w tym roku dla równowagi miałoby być na odwrót?
Moje zdanie jest takie, iż po zakończeniu tego roku będzie 2:0 dla zagranicy.
Teraz polskie banki mając nierównowagę w postaci długich pozycji walutowych będa starały się bronić poziomów ostatniego minimum z okolic 4,07 Euro-Złoty. Będą to robić własnymi siłami oraz przekonując największych klientów, by im w tym pomogli składając zlecenia kupna (importerzy) lub odkupienia (eksporterzy) walut zagranicznych na większą skalę.
Walka zapowiada się więc pasjonująco. To tyle jeśli chodzi o komentarz do spostrzeżeń z wczorajszego dnia.
poniedziałek, 26 października 2009
Jeśli zawierzyć cykliczności to przed nami 2-3 lata wzrostów
Tym razem zacznijmy od porównania dwóch wykresów amerykańskiego indeksu szerokiego rynku (S&P 500). Pierwszy okres to lata 60-70. Drugi okres to lata 90 i bieżące.


Proszę zwrócić uwagę na podobieństwo. W latach ubiegłych hossy i bessy były bardzo dynamiczne i tworzyły tak zwane trójkąty rozszerzające się. Czyli kolejne dołki były coraz niżej położone, ale też kolejne gorki były położone coraz wyżej.
Teraz prawdopodobnie mamy podobną sytuację. Dołek ostatniej bessy był niżej niż dołek bessy poprzedniej (bessa po pęknięciu bańki internetowej).
Jeśli zawierzyć cykliczności i powtarzalności zjawisk, to teraz czekałaby nas hossa przebijająca poprzedni szczyt na indeksie SP 500 (max 1576 pkt) przynajmniej o 10 procent - czyli hossa może potrwać aż do wzrostu w okolice 1730 pkt).
Obydwa okresy były do siebie bardzo podobne również pod innym względem. Wtedy po okresie wpompowywania olbrzymiej ilości gotówki do obiegu przez FED, inflacja wyrwała się spod kontroli, co wywołało w dalszej kolejności wzrost stóp procentowych do dwucyfrowych rozmiarów!! Patrz dodatkowy wykres "bonds":

Istnieją obawy, iż w ciągu najbliższych 2-3 lat inflacja w Stanach Zjednoczonych również może się wyrwać spod kontroli. Ale to daleka perspektywa.
Przekładając to na nasz indeks WIG20 końca hossy należałoby spodziewać się gdzieś w okolicach 4500 pkt (obecnie jesteśmy na poziomie 2400 pkt; w połowie lutego 2009 byliśmy na poziomie 1250 pkt).
I co ciekawe po zakończeniu tej hossy napędzanej pustym wydrukowanym pieniądzem, czekałaby nas jeszcze większa bessa niż ta zakończona pół roku temu!
No dobrze, ale zanim doczekamy się nowej bessy, przynajmniej 2-3 lata wzrostów przed nami.
Spójrzmy teraz na wykres ceny miedzi (wykres kontraktu futures na miedź). Po wybiciu się górą z dwumiesięcznej konsolidacji, czeka nas wzrosty o przynajmniej 10% od ostatniego szczytu licząc.

Ropa. Tutaj wróciliśmy do trendu wzrostowego. Po przebiciu oporu znajdującego się na wysokości 80 Dolarów za baryłkę, czeka nas dalszy ruch w górę w kierunku 100-105 Dolarów za baryłkę. Oczywiście bez liku będzie korekt spadkowych.

Złoto. Realizuje się formacja odwróconej RGR. Zapowiada to dalszy wzrost ceny złota o 20-40 procent.

Na koniec kurs Koszyka. Znajdujemy się w konsolidacji. Dopóki nie wybijemy się dołem lub górą należy zakładać dalszy horyzont cenowy. Ale w razie wyjścia z konsolidacji czekałby nas ruch dynamiczny. Zakładam, iż będzie to wyjście dołem.

Zachęcam również do lektury raportów tygodniowych publikowanych na naszych stronach.
wtorek, 20 października 2009
Silny sygnał do gry na umocnienie Złotego, uwaga na ropę
Dziś skupiłem uwagę na wykresie Eur/Pln oraz Chf/Pln. Na wykresach świec tygodniowych właśnie pojawił się silny sygnał do gry na umocnienie Złotego - sygnal dla inwestorów o średnioterminowym horyzoncie inwestycyjnym (czyli dla funduszy inwestujących na przynajmniej 3-6 miesięcy).
Spójrzmy na obydwa wykresy. MACD wskazuje na trend spadkowy. Zaś oscylator (mały wykres pod wykresem głównym) wskazuje, iż rynek zakończył korekte wzrostową.


Teraz waruniem utrzymania się tego sygnału jest, aby kurs nie przebił sie powyżej świecy z poprzedniego tygodnia.
Inwestorzy tacy bowiem wstawiają zwykle zlecenia stop tuż powyżej szczytu z poprzedniej świecy. Ale dopóki kurs utrzymuje się poniżej, dokładają kapitału na każdej małej korekcie wzrostowej.
Spójrzmy także na wykres cenny ropy naftowej. Przebiliśmy poprzedni szczyt i wróciliśmy do średnioterminowego trendu wzrostowego. Teraz na drodze stoi już tylko poziom 80 Dolarów za baryłkę. Jesli poziom ten zostanie pokonany, to czeka nas ruch w kierunku poprzedniego rekordu czyli 147 Dolarów za baryłkę.

Złoto również zmiierza coraz wyżej w kierunku 1200-1400 Dolarów za uncję.
Jest więc spora szansa, iż do końca roku Złoty będzie już systematycznie zyskiwać na wartości.
środa, 16 września 2009
Odwrót od Dolara i spekulacyjny "atak" na Złotego?
Niezmiernie rzadko decyduję się przedstawić swoje prognozy dla rynku walutowego. Rzadko bowiem rynki wkraczają na tory, które nieco łatwiej przewidzieć.
Wydaje mi się, iż teraz jest taki moment nieco większej pewności co do kierunku ruchu.
Zacznijmy od kilku wykresów, które wyraźnie wskazują na odwrót od Dolara.
Złoto - odwrócona formacja RGR. Jeśli wybiją w górę 1032, to zasięg ruchu po przełamaniu linii szyi to przedział 1200-1400 Usd/UNCJĘ ;-)

Dolar-Frank - wyraźnie idziemy na zrównanie 1:1

Gbp/Usd - lada chwila pojawi się silny sygnał BUY na świecach tygodniowych

Eur/Usd - jesli wybiją 1,4720 w górę, to niemal pewny ruch na 1,60

Dolar-Yen - wyraźnie spadamy do minimum 87

Jedynie ropa i miedź na razie nie potwierdzają tych sygnałów. Niemniej jednak widzę słabego Dolara na horyzoncie.
Teraz na bazie tego spójrzmy na załączoną tabelę:

Przyjąłem dwie daty: 30 września 2009 oraz 31 grudnia 2009. Przyjąłem także trzy scenariusze: optymistyczny, umiarkowany oraz pesymistyczny dla dwóch rynków Eur/Usd oraz Eur/Pln.
Prognozy dla Usd/Pln są wynikiem dzielenie Eur/Pln przez Eur/Usd i znajdują się w środku tabel.
Warto zwrócić uwagę na rozpiętość prognozy dla Usd/Pln. Minimum to 2,30 (przy jednoczesnym zrealizowaniu się optymistycznej ścieżki dla Eur/Usd oraz Eur/Pln). Maksimum zaś to 3,10 (przy jednoczesnym zrealizowaniu się pesymistycznej ścieżki dla Eur/Usd oraz Eur/Pln).
Kto kogo chciał "wydutkać na strychu"?
Za nami dwa dni bardzo ciekawego handlu na rynku Złotego.
Tydzień zaczęliśmy od spekulacyjnej gry toczonej pomiędzy dwiema dużymi instytucjami finansowymi z Londynu. Mówiąc kolokwialnie "ktoś kogoś chciał wydutkać na strychu" i ta sztuka mu się udało.
Chodziło o wyłączenie barierowej opcji CALL o bardzo dużym nominale. Jedna instytucja taką opcję kupiła, inna zaś taką opcję wystawiła. Barierą wyłączającą był poziom 4,24.
Tak więc był to jednorazowy krótki zryw nie poparty żadnymi informacjami makro. Niewielu pozostałych uczestników rynku włączyło się do tej gry, więc już po godzinie 11:00 (FIX NBP) w poniedziałek, rynek zanurkował.
Teraz paradoksalnie grozi nam przełamanie wsparcia 4,07. Dlaczego? Sporo importerów przerażonych wybiciem z konsolidacji 4,07-4,22 (jak się okazało fałszywe to było wybicie - tak zwania pułapka), kupiło walutę na potrzeby najbliższych płatności.
Tym samym zniknął popyt na walutę ze strony sporej grupy importerów. Jesli więc rynek w ciągu kilku dni spadnie teraz w okolice 4,07, nie będzie już zleceń kupna ze strony tej grupy przedsiębiorstw. Łatwiej będzie więc kapitałowi spekulacyjnemu przełamać się przez wsparcie znajdujące się w okolicach 4,06-4,07.
O ważności tego poziomu pisałem już wielokrotnie. Przypomnę, iż na wysokości 4,06 przebiega 50-procentowe zniesienie całej fali wzrostowej zapoczątkowanej z poziomu 3,20 i zakończonej na poziomie 4,92.
Wzrost na rynku Eur/Usd powyżej 1,4720 zdecydowanie wsparłby taki atak spekulacyjny na Złotego, atak na umocnienie Złotego.
Czy poziom 1,4720 zostanie przełamany? Sądzę, iż jest to jedynie kwestią czasu. Rynek zbliżył się bowiem za blisko tego arcy-ważnego poziomu, by nie sprawdzić, jak wiele zleceń stop-loss jest wstawionych w obszarze 1,4730-1,4800.
Nie powinniśmy więc być zdziwieni, gdyby jeszcze w tym tygodniu Euro-Dolar ruszył w kierunku 1,48.
Gdyby w tym czasie Euro-Złoty zszedł w okolice 4,07, to Dolar-Złoty spadłby w okolice 2,75 i tam ważyć się będą dalsze losy. Jeśli Euro-Złoty przebije wtedy wsparcie 4,07 i poleci w dół do 3,90, to Dolar-Złoty spadnie w okolice 2,64.
Warto więc zachować szczególną ostrożność.
I na koniec ważna informacja makro. W czwartek o godzinie 14:00 poznamy dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce za sierpień. Jest spora szansa, by po wielu miesiącach ujemnej dynamiki, wreszcie pojawił się znak PLUS przed cyframi określającymi dynamikę produkcji.
Gdyby tak się stało, pojawi się silny impuls na umocnienie Złotego.
Jeśli więc do jutra do godziny 14:00 rynek zsunie się w okolice 4,08-4,09 i jeśli dane o produkcji przemysłowej okażą się bardzo dobre, przebicie wsparcia 4,06 może stać się faktem.
KOMENTARZ PO DANYCH O PRODUKCJI PRZEMYSŁOWEJ:
GUS poinformował dziś o dynamice produkcji przemysłowej w sierpniu. Wynik okazał się ujemny na poziomi -0,2% r/r. Wszystko to mieści się jednak w granicach błędu statystycznego. Więc tak naprawdę ma to jedynie wydźwięk psychologiczny.
Inna próbka statystyczna wzięta do badania mogłaby wykazać wynik +0,2%. Dlatego też aby ocenić czy produkcja przemysłowa w Polsce odbiła od dna czy też nadal się zmniejsza, trzeba poczekać, aż pojawią się dane za wrzesień.
Dochodzą do mnie coraz liczniejsze informacje od firm z którymi mam kontakt, iż w ciągu ostatnich 2-3 miesiącach znacząco wzrosły zamówienia zarówno krajowe jak też zagraniczne.
A to oznacza, iż pojawienie się dodatniej dynamiki produkcji przemysłowej jest jedynie kwestią czasu.
Warto też zwrócić uwagę na zmianę prognozy Deutsche Banku na temat naszej waluty. Jeszcze kilka dni temu bank ten prognozował kurs 4,70 Eur/Pln na koniec roku 2009. Dziś prognoza uległa zmianie. Bank zachęca swoich klientów do kupowania Złotego, gdyż spodziewa się 5,5% zwrotu na aktywach do końca roku. 5,5% od kursu 4,10 daje 22 grosze spadku. Czyli okolice 3,87-3,90. I ta prognoza jest ZGODNA z moimi oczekiwaniami.
piątek, 21 sierpnia 2009
"Tajne oferty"
Powraca stare. Kiedyś gdy niewielu miało dostęp do notowań kursów walut z rynku międzybankowego, wiedza na ten temat była wiedzą "poufną". Tylko nieliczni klienci banków wiedzieli jaki jest kurs waluty w danym momencie oraz po jakim kursie klient zawiera transakcje.
Dziś obecność brokerów walutowych w Polsce sprawia, że oferty kupna i sprzedaży widoczne na rynku przestały być dla wszystkich wiedzą tajemną.
Wydawać by się mogło, że te stare czasy odeszły bezpowrotnie. Że teraz każda oferta kupna i sprzedaży, czy to kursu spot, czy to kursu terminowego, czy to ceny opcji, czy też dowolnej złożonej struktury opcyjnej oferowanej przez bank dla swojego klienta musi być jawna i dostępna dla wszystkich.
Prawda okazuje się jednak inna. Okazuje się bowiem, iż są klienci uprzywilejowani, którzy mają dostęp do dobrych produktów opcyjnych oraz są klienci gorsi, którzy mają dostęp jedynie do produktów toksycznych. Te lepsze produkty sprzedawane są jedynie "spod lady" i "po znajomości" i są to oferty POUFNE!
Oto bowiem bank składa klientowi bardzo interesującą ofertę produktu opcyjnego. Problem w tym, iż w ofercie takiej widnieje zastrzeżenie, iż treść oferty może poznać WYŁĄCZNIE prezes/właściciel firmy/klienta ewentualnie główny księgowy. Oferty takiej nie może klient skonsultować z własnym doradcą finansowym oraz z radcą prawnym.
Dochodzi do jakiejś paranoi! Klient otrzymuje bardzo ciekawą ofertę od banku, z której boi się skorzystać, gdyż bank zabrania jemu konsultacji z własnym doradcą finansowym! Klient obawia się, że w ofercie mogą być jakieś haczyki prawne i finansowe zastawione ze strony banku. Rezygnuje więc z oferty mimo, iż naprawdę jest ona atrakcyjna.
Tak więc wraca stare ... sprzedaż spod lady. "Mam dla Ciecie coś naprawdę fantastycznego, ale .... psssst nie możesz tego nikomu pokazać"...
poniedziałek, 03 sierpnia 2009
"Łańcuszek szczęścia", czyli kolejna wielka spekulacja
Obserwując rynek na przestrzeni ostatniego półrocza zauważyliśmy, iż najprawdopodobniej zagraniczne banki inwestycyjne przygotowują kolejny interesujący "łańcuszek szczęścia".
Poprzedni taki łańcuszek był budowany w okresie marzec-sierpień 2008. I na ten temat napisaliśmy już sporo informacji. Łańcuszek polegał na skupowaniu od eksporterów wystawionych przez nich opcji CALL w zamian oddając eksporterom iluzję darmowych pieniędzy.
Teraz historia może być podobna.
Co widzimy?
Widzimy produkt oferowany przez Deutsche Bank dla polskich eksporterów i importerów. Tak to nie pomyłka. Bank ten oferuje produkt opcyjny tak bardzo uniwersalny, iż mogą korzystać z niego zarówno eksporterzy (nie wszyscy, ale o tym za chwilę) oraz importerzy.
Czy ten produkt wymyślili analitycy Deutsche Banku? Śmiem twierdzić, iż produkt jest raczej zza Atlantyku i powstał w którymś z tamtejszych banków inwestycyjnych. A DB jest jedynie jednym z pierwszych dystrybutorów tego produktu.
Na czym polega produkt?
Od razu podam przykład. Mamy na rynku kurs Eur/Pln wynoszący 4,40. Eksporterowi wygasa w ciągu miesiąca wystawiona opcja CALL 3,90, na wykonanie której eksporter nie ma waluty. Czyli eksporter musi kupić walutę na rynku po 4,40 by odsprzedać ja do banku pod wystawione opcje CALL i otrzymać kurs sprzedaży 3,90. Czyli poniesienie stratę 50 groszy.
Bank proponuje zamiast tego następującą operację - nazwaną SWAP WARUNKOWY (hehe przepraszam, ale nie potrafię przejść obok tego bez parsknięcia śmiechem).
SWAP WARUNKOWY polega na tym, iż: 1) eksporter zamiast na rynku, kupuje od DB opcję CALL 3,90 ważną jeden miesiąc. Opcja ta daje prawo kupić od DB Euro po kursie 3,90. Rewelacja. Możemy kupić Euro po 3,90 i od razu podstawić do banku pod stare wystawione kiedyś opcje CALL. Nie będzie straty! Bank dał w prezencie 50 groszy! Ale nie tak prędko ...
2) w zamian za to prawo, eksporter wystawia (czyli DB kupuje od eksportera) opcję CALL 3,90 ważną rok. Ale jest to opcja barierowa, która uaktywni się dopiero wtedy, gdy kurs Eur/Pln osiągnie poziom 4,60. Jeśli w ciągu roku kurs Euro nie przekroczy 4,60, eksporter nie będzie musiał sprzedawać z powrotem do banku Euro po kursie 3,90, gdyż wystawiona przez niego ta nowa roczna opcja CALL 3,90 zniknie - wcale się nie aktywując.
Innymi słowy eksporter kupuje walutę po kursie 3,90 po to by w najgorszym razie ponownie sprzedać za rok to Euro po tym samym kursie 3,90.
Bez dodatkowego warunku w postaci bariery aktywującej, mielibyśmy do czynienia PRAWIE z klasycznym SWAPem, który jest całkowicie neutralną transakcją pod względem profilu ryzyka.
No właśnie, ale nie mamy do czynienia ze SWAPEM. Powiem więcej mamy do czynienia z wielką spekulacją.
Ale tę spekulację robi tym razem nie eksporter, lecz bank, który kupuje od eksportera taką roczną opcję CALL 3,90.
Mammy więc pierwszy element łańcuszka szczęścia. Eksporter dostaje coś "za darmo", a bank ma kupionego tanio od eksportera CALL 3,90 oraz ochronę udzieloną przez eksportera przed wzrostem kursu powyżej 4,60.
Mając coś takiego w portfelu bank może teraz sprowadzić swoje ryzyko do ZERA. Idzie na rynek międzybankowy i sprzedaje vaniliową opcję CALL 3,70, za którą dostanie więcej niż zapłacił eksporterowi (wirtualnie zapłacił, gdyż saldo premii jest zerowe).
Ten ekstra zarobek pozwala albo na zakup opcji PUT - na przykład z ceną wykonania 4,10, albo też na zagranie kontraktem terminowym na spadek kursu Eur/Pln z wstawionym stop-loss kilkanaście groszy powyżej bieżącego kursu (ha! może dlatego "niewidzialna ręką rynku" nie pozwala na większe korekty wzrostowe niż 15 groszy?).
Efekt jest taki, iż DB mając ochronę przed wzrostem kursu Eur/Pln udzieloną mu przez eksportera, może w tym momencie grać śmiało na umocnienie Złotego albo kupując opcje PUT albo zwyczajnie sprzedając walutę i kupując Złotego.
No dobrze. Ale mamy przecież jeszcze jakiś inny bank - ten który kupił od DB zwykłą vaniliową opcję CALL 3,90.
O dziwo ten drugi bank ma w ten sam sposób ochronę przed wzrostem kursu Eur/Pln co pozwala mu zagrać na umocnienie Złotego! Dopóki kurs Euro nie spadnie poniżej 3,90, zarobek jest niewielki. Ale gdy tylko Eur/Pln spadnie poniżej 3,90, zarobek tego tajemniczego banku rośnie gwałtownie.
Perpetum mobile? Mamy trzech uczestników łańcuszka i wszyscy zarabiają? Nie! Zarabiają tylko i wyłącznie banki. Eksporter nie zarabia, gdyż w razie spadku kursu Eur/Pln poniżej 3,90 pozostaje bez zabezpieczenia i ponosi straty na eksporcie!
Jest jeszcze jeden przegrany - nie będący uczestnikiem łańcuszka.
Pamiętamy, że obydwa banki mając ochronę przed wzrostem kursu Eur/Pln mogą bezkarnie sprzedawać walutę na termin (sprzedawać forwardy/futures). No dobrze, ale ktoś musi te forwardy od nich kupić?
Trzeba wobec tego znaleźć kogoś kto kpi dużo waluty - najlepiej poprzez forwardy.
Mamy w Polsce importerów, którzy aż gotują się do tego, by kupić tanio walutę!
Jedni kupią zwyczajnie duże nominały forwardów. Inni kupią ... no właśnie i dochodzimy do sedna - inni kupią ten sam produkt czyli kupią CALL głęboko w pieniądzu i sfinansują to sprzedając opcję CALL równie głęboko w pieniądzu. Specjaliści od inżynierii finansowej pracujący w bankach inwestycyjnych raz dwa zamienią to w syntetyczny forward na rynku i mamy zamknięte kółeczko.
Jakie mogą być tego konsekwencje?
1. Jeśli kurs Euro wzrośnie powyżej 4,60 może pojawić się katastrofa. Zarówno eksporterzy jak też importerzy będą musieli sprzedawać walutę do banków po kursie 3,90. Ale co ciekawe banki na tym nie zarobią. Banki zarobią i to bardzo dużo gdy kurs Euro spadnie poniżej 3,90.
2. Jeśli kurs Euro spadnie poniżej 3,90 banki zarobią krocie. Ale i ich klienci będą czuli się wygodnie - za wyjątkiem tych importerów, którzy kupią na sztywno forwardy.
Dodam jeszcze dwie ważne sprawy: a) na początku roku kilka banków inwestycyjnych kupowało duże ilości opcji PUT 3,90 i 4,10. Nie wiem kto jest wystawcą tych opcji ... Może polskie banki? b) prezentacja produktu dla eksportera w postaci pliku Power Point, jaką widziałem, miała kiedyś inną nazwę. Pierwotnie prezentacje ta była kierowana dla importerów (nazwa importer pojawiała się w nazwie pliku). Teraz ta sama prezentacja ma w nazwie produkt dla eksportera.
Gdyby to ode mnie zależało, dałbym Nagrode Nobla dla tych, którzy siedzą na Manhattanie i wymyślają tego typu produkty: rok temu słynny już TARN FORWARD a obecnie SWAP WARUNKOWY. Osoby te tworzą produkty na których ich bank NIGDY nie może stracić, zaś przy gwałtownych zmianach kursu walutowego, może zarobić KROCIE! Teraz armaty sa ustawione na umocnienie Złotego. Wszyscy są zainteresowani tym, by Złoty się umocnił. Boję się, że może to doprowadzić do katastrofy dla części uczestników rynku.
czwartek, 30 lipca 2009
Jaką pozycję w kontraktach futures na WIG20 ma "grubas"
Ostatnio sporo się mówi o dużej koncentracji otwartych pozycji na rynku futures WIG20. W rekach jednego pojedynczego podmiotu znajduje się aż 35-45% wszystkich otwartych pozycji. Wszyscy jednogłośnie uznali, iż ów "grubas" ma długie pozycje. Jakoś nikt nie bierze pod uwagę, że może być na odwrót. Ja nie wiem jak jest. Ale warto zastanowić się, czy aby na pewno "grubas" trzyma długą stronę rynku. Wyobraźmy sobie taką oto sytuację:
1. Grupa funduszy hedgingowych zapragnęła gry na spadek cen polskich akcji. Wszyscy wiemy jak trudno przeprowadzić krótką sprzedaż akcji na warszawskim parkiecie. To droga przez mękę. Brak chętnych do pożyczenia akcji, które następnie można by krótko sprzedać by zarabiać na spadku cen.
2. Ale od czego są banki inwestycyjne takie jak Goldman & Sachs czy też JP Morgan Chase? Klienci tych banków (czyli właśnie fundusze hedgingowe) mogły zwrócić się do swojego banku z prośbą "Zaoferujcie nam jakiś produkt umożliwiające zarabianie na spadających cenach akcji w Polsce".
3. Bank z wielką radością przygotowuje odpowiedni produkt. Jest to produkt polegający na tak zwanym spread bettingu. Bank umawia się ze swoim klientem, iż klient może wirtualnie sprzedać akcje płynnej spółki (na przykład PKN, TPSA, czy też KGHM), a stroną kupującą będzie bank.
4. Bank i klient banku zawierają więc zakład. Jeśli ceny akcji na WGPW będą spadać, to klient będzie zarabiać, a bank będzie tracić. Gdy zaś ceny akcji będą szły w górę, zarabiać będzie bank a tracić klient. Rozliczenie rzecz jasna każdego dnia mark-to-market.
5. Bank nie chce jednak ponosić ryzyka. Dlatego też zabezpiecza się przed spadkiem kursów akcji otwierając krótka pozycję w kontraktach futures. W ten sposób jego zarobek zostanie ograniczony tylko do pobranej marży od wykonanych przez jego klienta transakcji. 6. Mając sprzedane kontrakty futures nie ma żadnego ryzyka. Jeśli bowiem ceny akcji będą spadać, to bank będzie wypłacać zyski klientowi, ale w tym samym czasie będzie osiągać zyski na spadku kursu kontraktów FW20. Gdy zaś ceny akcji będą szły w górę, bank będzie otrzymywać płatności od klientów (którzy wtedy tracą), sam zaś będzie tracić na zwyżce kursu kontaktów FW20. Proste rozwiązanie.
Pojawia się pytanie - czy tak właśnie funkcjonuje ten układ? Śmiem twierdzić, że tak właśnie jest. Pojawia się drugie pytanie - jak długo mogą uzupełniać depozyt klienci banku? Jeśli w pewnym momencie klienci banku skapitulują i zamkną krótkie pozycje (wirtualne) w akcjach otwartych przeciwko bankowi, wtedy bank również będzie musiał zamknąć swoje krótkie pozycje FW20, które są jedynie hedgingiem. Gdy znikną długie pozycje w akcjach, bank musi zamknąć krótkie pozycje futures, aby nie ponosić ryzyka. Mogę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby do takiej kapitulacji doszło. Odkupienie 40-45 tysięcy kontraktów FW20 może nie być takie proste ... a jeśli już, to z pewnością musiałoby to znacząco podmieść ceny kontraktów w górę. Ciekawe ... czy to tylko moja fantazja, czy może jednak na naszych oczach ktoś wyciska klientów wspomnianego banku ...
środa, 08 lipca 2009
Banki zaczęły masowo kupować złotego
Jak było do przewidzenia, wraz z wygasaniem kolejnych transakcji terminowych zawartych przez polskich eksporterów (sprzedane forwardy, sprzedane opcje CALL) coraz więcej waluty trafia na rynek spot.
Na razie nie widać jeszcze szturmu eksporterów na zawieranie nowych dużych transakcji terminowych (zabezpieczanie nowo podpisywanych kontraktów handlowych, nowych zamówień, itp). Ale już sama zwiększona sprzedaż waluty na rynku spot sprawia, iż rynek zaczyna normalnieć.
Coraz mniej eksporterów kupuje walutę w celach spekulacyjnych. Ten czynnik był jednym z głównych czynników osłabiających Złotego pod koniec 2008 oraz w pierwszej połowie roku 2009.
Rynek zaczyna więc stawać się normalnym.
Niestety nie mam dobrych wieści dla eksporterów liczących na utrzymanie się wysokich poziomów Euro-Złoty i Dolar-Złoty. Właśnie się dowiedzieliśmy, iż kilka największych banków inwestycyjnych na świecie (prym w ty wiedzie Goldman Sachs) dało silne rekomendacje dla swoich "prime clients" do kupowania polskich aktywów (głównie obligacji skarbowych). Banki te również zaczęły masowo kupować Złotego na własny rachunek. Jak znam życie, to lada miesięc-dwa czeka nas zmasowana spekulacja - tym razem na umocnienie naszej waluty krajowej. Na razie trwa przygotowanie do takiego ataku - przygotowanie bardzo podobne do podobnego przygotowania (tyle że w przeciwną stronę), które trwało od marca do lipca 2008 roku.
Obecnie trwająca korekta wzrostowa z poziomu 4,35 do 4,43 może się okazać ostatnim podskokiem w tym roku.
czwartek, 11 czerwca 2009
Najbliższe dwa tygodnie będą kluczowe
Jako zwolennik analizy technicznej opartej o dłuższy horyzont czasowy, zwykle ignoruję sygnały płynące z wykresów obserwacji dziennych.
Natomiast wykresy obserwacji tygodniowych bardzo często dają dobre sygnały - nawet na tak sterowanym rynku jakim jest rynek Złotego.
Poniżej wykres Euro-Złoty oparty na świecach tygodniowych:

Proszę zwrócić uwagę, iż MACD (wskaźnik statystyczny obrazujący kierunek trendu dominującego) wskazuje nam na występowanie obecnie trendu spadkowego w średnim (3-12 miesięcy) okresie.
Oscylator zaś (dolny wykres) powoli zbliża się do strefy wykupienia - co jest oznaką zbliżającego się końca korekty wzrostowej.
Teraz ważne jest to, by kurs Eur/Pln przez najbliższe dwa tygodnie nie wybił się powyżej 4,60, gdyż zanegowałoby to sygnał do gry na umocnienie Złotego i sprowokowało inwestorów do zamykania swych pozycji w naszej walucie.
Jeśli przez najbliższe dwa tygodnie rynek utrzyma się poniżej 4,60, pojawi nam się bardzo silny sygnał do gry na umocnienie Złotego w średnim horyzoncie. To zaś może sprowokować sporą grupę ostrożnych inwestorów (którzy do tej pory przyglądają się rynkowi stojąc z boku) do dołączenia do trwającego trendu umacniania Złotego.
Najbliższe dwa tygodnie będą więc kluczowe.
W przyszłym tygodniu poznamy bilans handlowy Polski za kwiecień. Po lutowej i marcowej nadwyżce handlowej możemy mieć do czynienia z trzecim z rzędu miesiącem dodatnich przepływów pieniężnych do Polski.
Byłaby to bardzo dobra informacja. Czekamy na dane w przyszłym tygodniu.
środa, 27 maja 2009
Duzi giełdowi inwestorzy zaklinają "deszcz"
Wydawało się, że uczestnicy rynku po raz trzeci nie dadzą się nabrać na schematach utrwalonych w marcu i kwietniu (czyli ustanowienie szczytu w statnich dniach miesiąca). Okazuje się, że jednak i tym razem mieliśmy do czynienia z podciąganiem kursu Eur/Pln na ostatnie dni miesiąca maja.
Tym razem na koniec miesiąca szczyt znajdzie się prawdopodobnie w okolicach 4,45. Byłoby to o kilka gorszy poniżej analogicznie wyznaczonego szczytu z końca kwietnia.
Pytanie co teraz? Czy znowu powtórka z marca, kwietnia i maja – kiedy to pierwszy tydzień miesiąca przyniósł gwałtowne umocnienie Złotego? Moim zdaniem tak właśnie będzie. Sprzyjają temu dobre informacja napływające z otoczenia. Po pierwsze mamy wyraźną falę osłabienia Dolara na rynku światowym. Po drugie mamy dobre informacje płynące z polskiej gospodarki. Co prawda deficyt budżetowy będzie dużo wyższy niż pierwotnie planował rząd, ale nie powinno być problemu ze sfinansowaniem tego dodatkowego deficytu poprzez emisję obligacji i bonów skarbowych.
Kolejne przetargi na papiery skarbowe oferowane przez Ministerstwo Finansów wskazują, iż popyt na te papiery jest olbrzymi.
Jeszcze w styczniu i lutym istniało zagrożenie, iż inwestorzy (głównie zagraniczni) posiadający polskie obligacje nie zechcą ich zrolować, lecz zażądają od emitenta (Skarb Państwa) wypłaty całego kapitału z tytułu ich odkupu. Teraz jednak mamy maj i inwestorzy nie potrzebują już tak panicznie uciekać do płynności. Nie potrzebują gotówki, na zainwestowanie której nie mają zbytnich pomysłów. Zapewne inwestorzy tacy pozostawią więc polskie obligacje z swoich portfelach ciesząc się z relatywnie wysokiej ich dochodowości.
Kolejnym ciekawym spostrzeżeniem przemawiającym za umocnieniem Złotego w pierwszych dwóch tygodniach czerwca jest generalne oczekiwanie wszystkich największych uczestników rynku na wystąpienie korekty. Na rynku akcji najwięksi inwestorzy czekają na spadki kursów. Na rynku walutowym wielu czeka na osłabienie Złotego.
Kilka słów na temat oczekiwanej korekty na rynku akcji. Należy wyraźnie odróżnić dwa typy oczekiwań. Pierwszy typ – oczekuję korekty, więc sprzedaję swoje akcje, gdyż obawiam się, że znowu zacznę tracić pieniądze. Drugi typ – nie kupuję akcji, czekając na korektę, by kupić je po lepszych, niższych cenach.
W moim przekonaniu mamy właśnie do czynienia z tą drugą sytuacją. Wielu dużych uczestników rynku została zaskoczona skalą odbicia w górę i pozostali bez akcji portfelu. Ich sytuacja jest nieciekawa. Gdy kursy akcji spadały tracili sporo. Wreszcie zdecydowali się sprzedać swoje akcje obawiając się dalszych spadków.
Gdy spadki się zatrzymały i pojawiło się mocne odbicie, inwestorzy tacy nie mają czym odrabiać straty. Zaklinają więc „deszcz” przekonując wszystkich dookoła i samych siebie przy okazji, iż spadki muszą się pojawić. MUSZĄ!
Gdy tak wielu czeka na spadek – wielu, którzy nie posiadają akcji w portfelu – spadek może być bardzo płytki. Za wielu chce ustawić się w kolejce do odnowienia swych pozycji na rynku. Wystarczy spojrzeć na paniczne wręcz wypowiedzi zarządzających aktywami w Funduszach Emerytalnych. Fundusze Emerytalne niemal przez całą bessę utrzymywały wysoki udział akcji w portfelu aktywów. Wieszczcie na początku 2009 roku fundusze zdecydowały się (niemal jak jeden mąż) sprzedać duże pakiety akcji. Teraz gdy rynek rośnie, z przerażeniem stwierdzają, iż w ich portfelu jest rekordowo niski udział akcji – zaledwie kilkanaście procent aktywów przypada na akcje. Złośliwi zapewne przypomną sobie wypowiedź prezesa OFE Commercial Union sprzed kilku lat „nie mamy problemów ze sprzedaniem dużych pakietów akcji nie obniżając kursu, gdyż płynność zawsze chętnie nam gwarantują nasi NATURALNI PARTNERZY”.
Być może to właśnie owi NATURALNI PARTNERZY zapewnili naszym OFE płyność, gdy te chciały się pozbyć dużych pakietów akcji.
Podobnie rzecz się z rynkiem walutowym. Wielu dużych inwestorów jest zapewne zaskoczona skalą odbicia i umocnienia Złotego. Być może inwestorzy tacy zostali złapani na krótkich pozycjach w Złotym i w polskich papierach. A być może najzwyczajniej w świecie próbują wycisnąć ile się da z resztek posiadanych opcji CALL na Euro-Złoty i Dolar-Złoty. Tych opcji za wiele już nie ma. Po lipcu 2009 pozostanie jedynie około 5% pierwotnego nominału struktur opcyjnych zawieranych w lipcu 2008.
Dochodzą do mnie wręcz informacje, iż zarządzający zagranicznymi funduszami hedgingowymi inwestującymi na polskim rynku głośno mówią, iż „informacje makroekonomiczne i statystyczne podawane przez NBP, MF i GUS są zafałszowane; nie jest możliwe, by bilans płatniczy Polski poprawił się tak nagle; nie jest możliwe by sprzedaż detaliczna utrzymywała dodatnią dynamikę; nie jest możliwe, by PKB nie wykazał załamania takiego jak w krajach sąsiednich”.
Przypomina mi to „zaklinanie deszczu” za wszelką cenę. Należy więc zachować szczególną ostrożność – taką samą jak w lipcu ubiegłego roku.
|