Komentarze Jacka Maliszewskiego, Głównego Ekonomisty Alpha Financial Services Sp. z o.o.
Jacek Maliszewski
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 27 listopada 2009

Korzystając z faktu, iż dziś mam wenę twórczą postanowiłem opisać pewną historię z życia wziętą. Zdarzenie to rozgrywało się od lutego 2009 do października 2009.

Tajemnica brokera nie pozwala mi zdradzić nazwy firmy, która dotknęła złośliwość losu.

Ale do rzeczy. W lutym 2009 roku bank zamknął firmie wszystkie opcje CALL niemal w samym szczycie notowań. Firma poniosła na tym stratę wysokości 4 milionów Złotych. Wtedy to firma ta skontaktowała się z nami i poprosiła o pomoc. Przestudiowaliśmy wraz z zaprzyjaźnioną kancelarią prawną cała historię tej sprawy i uznaliśmy, iż bank postępował bardzo nieuczciwie. Zasugerowaliśmy, by złożyć sprawę do sądu o odszkodowanie jako straszak, co powinno skłonić bank do chęci spotkania i do ugody zadowalającej każdą ze stron.

Firma złożyła więc pozew do sądu o odszkodowanie z uwagi na rażące błędy popełnione przez bank w okresie poprzedzającym zawarcie transakcji (lipiec 2008 roku) oraz tuż przed zamknięciem pozycji przez bank w lutym 2009.

Ostatecznie sprawa zakończyła się połowicznym sukcesem, gdyż w drodze negocjacji doszło do porozumienia. Bank obniżył firmie wartość straty o połowę, czyli niejako oddał z powrotem 2 miliony Złotych. Do ugody doszło na początku listopada.

Wydawać by się mogło, że firma powinna być zadowolona. Niestety tak nie jest. W marcu 2009 roku (czyli tuż po zamknięciu przez bank transakcji) Rada Nadzorcza firmy podjęła uchwałę zakazująca Zarządowi zawierania transakcji terminowych jakiegokolwiek typu. Firma nie mogła więc zabezpieczać wystawionych faktur ani za pomocą kontraktów forward ani też za pomocą kupowanych opcji PUT.

Od marca do listopada kurs Euro spadł jak wiemy o ponad 80 groszy. W tym czasie firma sprzedała na eksport wyrobów o wartości 10 milionów Euro notując straty na różnicach kursowych w wysokości prawie 5 milionów Złotych. Tak duża strata związana była z długimi terminami płatności za wystawione faktury (długi termin kredytu kupieckiego udzielanego zagranicznym odbiorcom).

Oczywiście zakaz nieubezpieczania ryzyka kursowego nałożony przez Radę Nadzorczą na Zarząd firmy był wielkim błędem. Na skutek braku WŁAŚCIWEGO ubezpieczania się (na przykład za pomocą kupowanych opcji PUT) firma straciła więcej niż kwota jaką udało się odzyskać od banku na drodze wielomiesięcznych negocjacji, wielu spotkań, wielu pism.

Ba! Strata powstała na skutek braku ubezpieczania bieżącego ryzyka okazała się wyższa niż wcześniejsze całkowite straty poniesione na BŁĘDNIE wystawionych opcjach CALL.

Dlaczego o tym napisałem? Ku przestrodze! Należy bowiem pamiętać, iż niezależnie od tego, czy firma toczy spór z bankiem, czy też nie, cały czas powinna pamiętać, by ubezpieczać bieżące kontrakty handlowe przed ryzykiem.

Porównam to do innego przykładu. Wyobraźmy sobie, iż mamy dom, który ubezpieczyliśmy przed nieszczęśliwymi wypadkami. Zrządzenie losu i piorun trafia w dach niszcząc górne piętro niemal doszczętnie. Ubezpieczyciel próbuje wykręcić się od wypłaty odszkodowania tłomacząc,
że piorunochrony zostały źle zamontowane.

Sprawa trafia do sądu. My w tym czasie kupujemy nowy dom i stwierdzamy, iż do czasu wygrani sprawy przeciwko ubezpieczycielowi i odzyskania należnego odszkodowania, nie będziemy ubezpieczać nowego domu!

Wreszcie po jakimś czasie dochodzi do ugody u ubezpieczyciel wypłaca nam niemal całe należne nam odszkodowanie.

Pech jednak nadal nas prześladuje ... w czasie podpisywania ugody dochodzi do zwarcia instalacji elektrycznej i cały dom ulega spaleniu ...

Jeszcze raz zachęcam wszystkich, by niezależnie od toczących się negocjacji z bankami, procesów sądowych, itp., ubezpieczali się przed ryzykiem. Można przecież ubezpieczyć się w sposób prosty. Bez konieczności dokładania elementów spekulacyjnych. Ubezpieczanie się nie
było powodem wielkich strat jakie ponieśli eksporterzy na skutek transakcji opcyjnych.

Powodem wielkich strat było spekulacyjne zawieranie transakcji, które niewiele miały wspólnego z ubezpieczaniem.

13:28, jacek.maliszewski
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 listopada 2009

Wczorajszy dzień był o tyle ciekawy, iż na rynku Złotego nieobecni byli krajowi uczestnicy gry. Pod nieobecność polskich instytucji finansowych oraz braku zleceń od ich klientów, Złoty wyraźnie się umocnił.

Mamy więc odpowiedź na pytanie, kto gra na umocnienie naszej waluty, a kto gra przeciwko naszej walucie.

Okazuje się, iż podobnie jak to miało miejsce w roku 2007, zagranica gra na umocnienie Złotego, zaś polskie banki i ich klienci grają na osłabienie Złotego.

Pojawia się pytanie - kto ma racje i kto zwycięży w tej potyczce?

Dwa lata temu zwycięsko z takiej samej gry wyszli zagraniczni uczestnicy rynku. Może w tym roku dla równowagi miałoby być na odwrót?

Moje zdanie jest takie, iż po zakończeniu tego roku będzie 2:0 dla zagranicy.

Teraz polskie banki mając nierównowagę w postaci długich pozycji walutowych będa starały się bronić poziomów ostatniego minimum z okolic 4,07 Euro-Złoty. Będą to robić własnymi siłami oraz przekonując największych klientów, by im w tym pomogli składając zlecenia kupna
(importerzy) lub odkupienia (eksporterzy) walut zagranicznych na większą skalę.

Walka zapowiada się więc pasjonująco. To tyle jeśli chodzi o komentarz do spostrzeżeń z wczorajszego dnia.

 

09:46, jacek.maliszewski
Link Komentarze (6) »