Komentarze Jacka Maliszewskiego, Głównego Ekonomisty Alpha Financial Services Sp. z o.o.
Jacek Maliszewski
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
środa, 09 grudnia 2009

Sprawa Grecji jest już wszystkim znana. To trzeci przypadek w ostatnim miesiącu wywołujący gwałtowną korektę na wszystkich rynkach finansowych. Wcześniej mieliśmy sprawę Ukrainy oraz Dubaju.

Sprawa Grecji jest jednak znacznie poważniejsza. Spróbuję przedstawić mój punkt widzenia na tę sprawę.

Istnieją obawy, iż rząd Grecji może nie sprzedać obligacji na kolejnych przetargach. Inwestorzy mogą nie złożyć ofert kupna. Gdyby tak sie stało, Grecja miałaby problemy z rolowaniem swojego długu i bieżąca obsługą spłaty kapitału z zapadających obligacji. Tak wiec trzeba pilnować wyników kolejnych przetargów na tamtejszym rynku obligacji.

Teraz pytanie jak zachowają się najwięksi wierzyciele (czyli fundusze emerytalne, inwestycyjne oraz banki). Zapewne wczoraj całą noc trwały zwołane w trybie nadzwyczajnym komitety inwestycyjne w instytucjach finansowych.

Jakie decyzje mogły zapaść? Bardzo różne. W zależności od instytucji. Jeśli wierzyciele uznali, iż dalsze pożyczanie Europie jest zbyt ryzykowne, zaczną sprzedawać najpierw lokalne papiery wartościowe i waluty tych krajów, potem zacznie się sprzedaż Euro i przesunięcie kapitałów do innego regionu świata - na przykład na Daleki Wschód i do Ameryki Południowej. Wtedy Złoty osłabi się w ślad za osłabieniem Euro do Dolara.

Ale mogą też zapaść inne decyzje. Mianowicie, komitety inwestycyjne mogą uznać, że nie ma alternatywy wobec inwestycji  w Europie, że w innych częściach naszego globu jest równie ryzykownie. Wtedy podjęte zostałyby decyzje jedynie o przesunięciu kapitału z jednej części Europy (na przykład z południa Europy czyli z Grecji, Włoch, Hiszpanii) do innej części Europy - na przykład do Europy Środkowej.

Gdyby zapadły właśnie takie decyzje, wtedy o dziwo Złoty dostałby dodatkowego dopalacza na umocnienie. Kapitał inwestycyjny przepłynąłby bowiem z Grecji do Polski przynajmniej w jakiejś części.

Dlatego trzeba uważnie obserwować zachowanie się inwestorów startujących w przetargach obligacji oferowanych przez nasze ministerstwo finansów. Jeśli w najbliższych tygodniach popyt na nasze papiery znacząco wzrośnie (mierzony stosunkiem nominału ofert zakupu do nominału podaży ze strony MF), będzie to zwiastunek umocnienia Złotego.

Pamiętajmy, iż tego typu decyzje zapadają szybko (w komitetach inwestycyjnych), lecz wykonawstwo przyjętego planu odbywa się bardzo powoli. To nie są fundusze hedgingowe które w dwa dni wprowadzają w czyn swoje decyzje. Tutaj jest większa siła bezwładności z racji większych kapitałów inwestycyjnych. Dlatego też z diagnozą trzeba poczekać do
przełomu roku.

Na razie nie zmienia to mojego nastawienia co do końcówki roku. Spodziewam sie tradycyjnego efektu grudnia - czyli umocnienia Złotego przed Świętami. Tyle tylko, iż sprawa Grecji może złagodzić nieco ten efekt.

12:00, jacek.maliszewski
Link Komentarze (10) »
środa, 02 grudnia 2009

Tydzień temu w raporcie tygodniowym wspomniałem, iż: „Nie wykluczona jest konsolidacja kursu EUR/USD w zakresie 1,46-1,50. Lecz raczej mało prawdopodobne jest, abyśmy zeszli aż tak nisko. Dlatego też spodziewam się, iż każda „cofka” w kierunku 1,48 będzie wykorzystywana przez dużych uczestników rynku do wyprzedaży Dolara.”. I jak wiemy, tak właśnie się działo.

Dodałem wtedy jeszcze, iż: „Gdyby doszło do wyjścia górą z konsolidacji (1,4600-1,5060 przyp. JM), to ruch powinien dotrzeć aż w okolice 1,5200”. Być może dotarlibyśmy do zakładanego przeze mnie poziomu, gdyby nie pojawienie się informacji na temat kłopotów jednego z arabskich emiratów- Dubaju. Plotki na ten temat krążyły już kilka dni wcześniej -
stąd ten zjazd z poziomu 1,5140 aż w okolice 1,4800. I tam też zadziałało wspominane przeze mnie silne wsparcie. Gdy do inwestorów dotarło, że Arabowie nie pozwolą, aby któryś z „braci” miał upaść i że staną murem w obronie, atmosfera nagle się poprawiła. Teraz więc pora na
dokończenie urwanej nagle fali wzrostowej
. Ruch w kierunku 1,52, a nawet 1,53 nie powinien więc nikogo zdziwić.

Po raz kolejny chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na postępujący proces dywersyfikacji portfela kredytów służących do carry-trade. Jak wiemy od kilkunastu lat cały niemal świat używał do tego celu yena japońskiego z uwagi na najniższy koszt finansowania. Nie było specjalnie wyboru, gdyż inne płynne waluty miały znacznie wyższe oprocentowanie.

Teraz sprawa uległa zmianie. Druga płynna waluta jaką jest Dolar ma równie niskie stopy procentowe i najprawdopodobniej przez kilka lat stan taki się utrzyma. Dlatego też ze względów bezpieczeństwa i zasad dywersyfikacji ryzyka, fundusze hedgingowe spłacają część pożyczek w Yenach refinansując się pożyczkami dolarowymi. To sprawia, iż Yen umacnia się do Dolara, ale też jednocześnie obydwie waluty tracą na wartości względem pozostałych walut o wyższej stopie procentowej. Proces carry-trade rozwija na się w najlepsze i tym razem jest to proces oparty na Dolarze. Bardzo niebezpieczna sprawa … ale dopóki nikt z wielkich nie
zacznie realizować zysków, proces taki może trwać i trwać.

Uwzględniając wszystkie czynniki, o których wspominam w raportach tygodniowych skłaniam się ku tezie, iż ruch w kierunku 1,60 nadal wydaje mi się najbardziej prawdopodobny na przestrzeni najbliższych kilku miesięcy. Sądzę, iż wkrótce zobaczymy dwa apogea tego zjawiska. Pierwsze apogeum na przełomie roku 2009/2010. Potem dość spora korekta spadkowa. Lecz po jej zakończeniu kolejny ruch w górę, tym razem mający znamiona
euforii jednych i paniki drugich (panika ze strony posiadaczy Dolarów, euforia ze strony tych, którzy sprzedają Dolara kupując w to miejsce inne aktywa).

Polska

Dwa tygodnie temu wybiliśmy się dołem z wielomiesięcznej konsolidacji 3,45-3,63 na Koszyku. Jednak zaraz po tym wydarzeniu na rynku pojawiły się plotki, iż Ukraina ogłosi moratorium na spłatę zadłużenie zagranicznego (czyli de facto bankructwo tego kraju). W kolejnym tygodniu zaś podobne informacje napłynęły z jednego z emiratów arabskich Dubaju. Uczestnicy rynku w panice zaczęli więc realizować swoje zyski sprzedając nie tylko Złotego, ale również inne waluty naszego regionu.

Po weekendzie okazało się, że mało prawdopodobne jest, aby kraje arabskie nie stanęły solidarnie w obronie Dubaju. Nie sądzę, aby kraje arabskie zaryzykowały utratę swojej wiarygodności. Kraje te śpią na stercie Dolarów i jeśli trzeba by było ich kiedyś użyć, to z pewnością w takich sytuacjach jak ta obecna. Panika szybko minęła i wróciliśmy do
scenariusza realizowanego równo dwa lata temu.

Powtórzę raz jeszcze, iż obecny obraz sytuacji jest do złudzenia podobny do sytuacji z jesieni 2007 roku. Wtedy tak samo jak teraz po wyjściu dołem z konsolidacji rynek przez dwa tygodnie próbował wrócić w górę do konsolidacji, lecz za każdym razem na drodze stawały duże zlecenia sprzedaży walut postawione przez bardziej odpornych uczestników rynku.

Co było potem – wszyscy pamiętamy. Po spadku kursu Euro poniżej 3,75 sprawy potoczyły się bardzo szybko i parę tygodni później znaleźliśmy się na wysokości 3,56. Styczeń i luty przyniósł małą korektę wzrostową, by od wiosny aż do późnego lata rozpocząć silną falę umacniania Złotego zakończoną na poziomie 3,20.

Teraz odpowiednikiem poziomu 3,75 na Euro-Złotym jest poziom 4,06. Dlatego też raczej nie grozi nam spadek aż w okolice 3,20. Ale okolice 3,50 jak najbardziej są możliwe do osiągnięcia latem przyszłego roku.

11:47, jacek.maliszewski
Link Komentarze (7) »