Komentarze Jacka Maliszewskiego, Głównego Ekonomisty Alpha Financial Services Sp. z o.o.
Jacek Maliszewski
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
wtorek, 29 lipca 2008

Postanowiłem kontynuować wątek kredytów hipotecznych. Skala zjawiska związanego z zaciąganiem kredytów hipotecznych w Euro i we Franku przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Jak podały serwisy ekonomiczne (za NBP), wartość udzielonych w czerwcu nowych kredytów hipotecznych to około 4,6 miliarda Złotych, z czego jedynie 10% (czyli 460 milionów Złotych) udzielono w naszej walucie krajowej, a całą resztę - czyli 90% - udzielono w walutach obcych, głównie we Franku.

W swojej wcześniejszej symulacji przyjąłem, iż odsetek kredytów zaciąganych w Euro i we Franku wyniesie "jedynie" 70%. Dziś widzimy, iż mamy do czynienia z prawdziwym pospolitym ruszeniem. W chwili obecnej jedynie "frajerzy" biorą kredyty w Złotych. Znowu posłużę się analogią. W lipcu ubiegłego roku jedynie "frajerzy" sprzedawali akcje na WGPW ;-)

Warto jednak zwrócić uwagę, iż pomimo tej olbrzymiej podaży walut zagranicznych (zaciągnięcie kredytu w walucie powoduje, iż bank udzielający kredytu musi tę walutę sprzedać na rynku, kupić za nią Złotego i wypłacić pożyczkę w Złotych) nie umacnia już Złotego tak jak wcześniej. A to oznacza iż przynajmniej część bardziej agresywnego kapitału spekulacyjnego zaczęła realizować zyski odkupując waluty i sprzedając Złotego.

Można by wobec tego powiedzieć, iż są to "frajerzy". Dziś, kiedy nawet importerzy spekulacyjnie sprzedają walutę (zamiast zabezpieczać się przed ryzykiem wzrostu kursu waluty za pomocą opcji CALL), staja oni po przeciwnej stronie.

Zobaczymy jak to się wszystko potoczy. Być może zanim doczekamy się wielkiego łubu-du (na przykład 70 groszowego wzrostu kursu Euro), zobaczymy jeszcze bardziej abstrakcyjne poziomy notowań - na przykład 3 Złote za Euro.

Nie zmienia to mojego poglądu, iż zaciąganie kredytu w walucie obcej w "przededniu" takiej korekty może być bardzo nieprzyjemne dla psychiki właściciela nowego mieszkania czy domu.

Co ciekawe, gdy jeden z moich znajomych zapytał w banku o kredyt hipoteczny w Yenie usłyszał, iż jest to BARDZO RYZYKOWNE! Ciewaky jestem dlaczego wzięcie kredytu w Yenie oprocentowanym na 0,7% plus marża jest tak bardzo ryzykowne, podczas gdy zaciąganie kredytu we Franku oprocentowanego 2,7% plus marża ryzykowne nie jest WCALE! Pozostanie to słodką tajemnicą doradców kredytowych...

12:02, jacek.maliszewski
Link Komentarze (54) »
środa, 16 lipca 2008

Współpracuję na co dzień z wieloma eksporterami. Wszyscy dookoła, są przygaszeni. Tak nachalnej spekulacji nie widziałem od wielu lat. Banki bez skrupułów wydzwaniają do swoich klientów kredytów hipotecznych i namawiają na przewalutowanie kredytu ze złotówkowego na Franka. Wczoraj w TVN CNBC całą godzinę trwała kampania informacyjna na ten temat. Cały naród ruszył więc do sprzedawania Franka. Może być tego nawet 20-30 miliardów Franków, czyli w przeliczeniu na Euro jakieś 12-18 miliardów Euro. I rynek musi to wchłonąć w kilka miesięcy.


Na dokładkę zleciał się do naszego kraju gorący kapitał spekulacyjny, który podpiął sie pod to i dusi rynek na potęgę. Co ciekawe ten kapitał zagraniczny nie kupuje ani akcji ani obligacji ani nieruchomości, bo to aktywa mniej płynne. A ten kapital chce mieć możliwość wycofania się w ciągu jednego dnia. Dlatego zamieniają waluty na Złote i trzymają wszystko w bankach na lokatach O/N.


I tak to wszystko jakoś się kręci ku uciesze Rady Polityki Pieniężnej, która dzięki umacnianiu się Złotego może pochwalić się przed resztą Europy niższą inflacją niż w innych krajach.
To szaleństwo skończy się któregoś dnia z hukiem podobnie jak rok temu z hukiem skończyło się szaleństwo na WGPW. Co ciekawe rok temu w ten sam sposób pracownicy banków obdzwaniali klientów namawiając ich by zamiast utrzymywać gotówkę na lokatach, przerzucili kapitał do jednostek uczestnictwa w funduszach. Dziś pracownicy tych samych banków bez zmrużenia oka obdzwaniają klientów, by przewalutowali kredyt na Franka, wskazując same pozytywy takiej operacji.


W 2001 roku od stycznia do czerwca trwała podobna kampania informacyjna. Wtedy stopy procentowe szły w Polsce w górę, podczas gdy w strefie Euro utrzymywały się na stabilnym poziomie z lekką tendencją do spadku. W czerwcu 2001 wiele gospodarstw domowych zaciągnęło nowy kredyt lub też przewalutowało stary kredyt ze złotówek na Euro niemal w samym dołku notowań 3,34-3,35. Jeśli dodatkowo wziąć pod uwagę, że kurs po jakim zaciąga się kredy (kurs sprzedaży) był o około 15 groszy niższy niż kurs z rynku międzybankowego, to wiele gospodarstw domowych zaciągnęło taki kredyt po kursie 3,20-3,21. Właśnie zbliżamy się do tych poziomów. Jeśli kredytobiorca wytrzymał do tego czasu (wielu w panice przewalutowało się na powrót do Złotego gdy kurs Euro zbliżał się w w lutym 2004 do poziomu 5,00), to lada chwila odrobi straty na kapitale!


Pisze to ku przestrodze tym, którzy zapewne lada dzień odbiorą telefon od pracownika banku, który miłym głosem będzie zachęcał do operacji przewalutowania kredytu na Franka po kursie 1,90. Oby historia drugi raz się nie powtórzyła.

18:12, jacek.maliszewski , Komentarze
Link Komentarze (20) »